Jesteś tu: pitcab.com > Newsy > Irlandia - kraj niesamowity
Strona główna  |  Newsy  |  Recenzje  |  Zdjęcia  |  Kontakt


 
   

Irlandia - kraj niesamowity


pit, 3 Wrzesień 2009

Wracając z Irlandii obiecałem sobie i swoim przyjaciołom, że napiszę swoiste podsumowanie mojego pobytu na zielonej wyspie. Jest to zbiór przemyśleń i spostrzeżeń na temat tego kraju, ludzi i życia w nim. Wiem, że nie jestem w stanie ująć wszystkiego - żeby zobaczyć i zrozumieć wszystko musicie po prostu tam zamieszkać ale postaram się oddać to czego doznałem jak najlepiej.



Do Irlandii przyjechałem we wrześniu 2006. Zjawiłem się tam z dziewczyną z chęcią zobaczenia czegoś nowego, poznania innego życia i po prostu przeżycia przygody, której zawsze zazdrościłem innym(szczególnie mojemu bratu kabiemu).

Dublin zaskoczył mnie niską zabudową i naprawdę brudnymi ulicami. Pierwsze dni były pogodne ale już po kilku tygodniach nastały ponure, deszczowe i zimne dni, które naprawdę nie dodawały otuchy.

Pierwszą pracę znalazłem dokładnie po 10 dniach. Było to shopecentre.com. Pracowałem tam 4 miesiące i było to zdecydowanie za długo jak na to miejsce. Po kilku tygodniach od rozpoczęcia okazało się, że to dziwna i wręcz absurdalna praca. Szef (Tony S.) był dupkiem, który dorobił się majątku oszukując, nie płacąc pracownikom i ogólnie poniżając innych. Pomyślałem sobie, że jeśli w Irlandii właśnie tak wyglądają wszystkie miejsca pracy to szybko stąd wyjadę. Pracując w tej śmiesznej, 10-cio osobowej firmie zacząłem szukać innej pracy. Znalazłem ją dość szybko i po kilkutygodniowym procesie rekrutacji miałem ofertę pracy, którą przyjąłem od Web Reservations International. Rekrutacja trwała długo bo miałem test, następnego tygodnia przesłuchanie i znów następne przesłuchanie.
Trafiłem do dużej, dynamicznej i rozwojowej pracy. Od razu poczułem, że to firma generująca zyski ale też i przyjaźnie:) Skierowano mnie do pracy nad jednym produktem - www.backpacksoftware.com, który okazał się fenomenalnym wyzwaniem ale i w końcowym rezultacie dał niesamowitą satysfakcję. W pracy rozwinąłem się zarówno technicznie (poznałem znów coś nowego), formalnie (pozdobywałem różne certyfikaty techniczne) no i językowo! Pracowałem nad twórczym i skomplikowanym oprogramowaniem, którego złożoność nie była trywialna i można powiedzieć, że był to 100% RIA (Rich Internet Application). Moje kontakty z współpracownikami były w 95% po angielsku. Poznałem przy tym świetnych speców i fajnych ludzi:)
Tutaj może trochę napiszę o warunkach i podejściu pracy. Zaczynałem pracę o 9am a kończyłem o 5.30pm. O godzinie 1pm miałem godzinny lunch. Na początku nie lubiłem tej długiej przerwy - wolałem być szybciej w domu. Z czasem zdałem sobie jednak sprawę, że ta przerwa rozluźnia, daje czas na solidny obiad i pozwala na chwilkę zapomnieć o pracy. Po lunchu człowiek był zawsze świeży i gotowy do dalszego działania, bardziej niż gdyby miał 15 minut przerwy!
Prawo pracy w Irlandii jest dość liberalne-gro zagadnień i rozwiązań (które są w Polsce gwarantowane prawem pracy) są w Irlandii umowne i zależą tylko i wyłącznie umowy, którą zawieramy z pracodawcą. Nie będę się tu rozpisywał czy to dobrze czy źle. Mi się żadna krzywda z tego tytułu nie przytrafiła.
Co do podejścia do pracy to jest swobodniejsze. Owszem czasem ścigaliśmy się z deadline'ami ale zasadniczo mieliśmy zawsze przyznane tyle czasu ile projekt wymagał, tak by nie stresować się ani nie zostawać po godzinach. To dawało pewien rodzaj swobody, który w ostatecznym rozrachunku charakteryzował się zbliżoną wydajnością pracy do tego gdyby człowiek pracował na akord w zestresowanym środowisku(no bo przecież "jak się człowiek śpieszy to się diabeł cieszy"), tyle tylko, że my byliśmy zawsze wyluzowani. Zawsze mieliśmy czas na pośmianie się, radość, rozmowę. Nie było zazdrości, zawiści wszyscy wiedzieliśmy, że pracujemy by odnieść wspólny sukces...i go odnosiliśmy!!!
Co do kwalifikacji i poszukiwania pracowników tam nie liczy się żaden papier, liczy się Twoje doświadczenie. Podczas mojego 3letniego pobytu w Irlandii nikt nie spojrzał na moje papiery, dyplomy itd, ale zawsze było pytanie o doświadczenie, albo test praktyczny.

Wracając do firmy okazała się ona jednym wielkim towarzyskim tworem...huh..a może to mowa o całej wyspie(?)!. Social committee(komitet złożony z pracowników, wybieranych w wyborach, którzy urozmaicali czas innym->ale nie full time!) dbał zawsze by choć raz w miesiącu była zorganizowana jakaś impreza dla załogi(dinner, comedy night, rejsy po kanale albo quiz night), a pierwszy piątek miesiąca to piwko od g.16 w pracy!! Tak(!), piliśmy piwko w pracy, przy naszych biurkach! Bardzo często bywało, że SC bombardował nas lodami w biurze jako, że nastał słoneczny dzień! Aby korzystać z benefitów bycia w SC każdy z chętnych pracowników miał dedukowane 10EUR z wypłaty(co było pewnie 1% tego co wyciągaliśmy w zamian). Raz do roku odbywał się Staff Day Out, gdzie cała firma wyjeżdżała w teren bawić się i integrować:) To była świetna zabawa!

W Irlandii życie towarzyskie kwitnie - wszyscy spotykają się z innymi, wychodzą na lunch, dinner albo kawę/piwko po pracy. W zwykły dzień jak i weekend. To może być zaskakujące biorąc pod uwagę godziny pracy. Jeśli chodzi o piwko, albo może powinienem powiedzieć (are you going for a one?) to bywa różnie. Cała magia w wypowiedzeniu słowa a [czyt. ejjjj]. Resztę pisze wieczór. Piątkowe wieczory to zasadniczo zawsze dobra pinta [czyt. pajnta] piwa razem z workmates [współpracownikami]. Tutaj spotykały się wszystkie działy i piętra firmy. Nie było to daleko od firmy bo zaledwie przez ulicę w barze `The Barge`.
Żarliwe dyskusje, tańce ale i mnóstwo śmiechu w barze to chyba stabilna część irlandzkiego życia...zdecydowanie gdy cały czas pada, a w dodatku telewizji leci sport(rugby, piłka nożna). Sam sposób zamawiania drinków również czyni ten rytuał bardzo zaskakującym dla Polaków. Wyobraźcie sobie, że ktoś niezobowiązująco stawia wam piwo i wcale nie czeka na rewanż. Ten ktoś wie, że prędzej czy później ktoś inny jemu postawi piwo!

Irlandczycy to otwarci ludzie. Brak uprzedzeń, tolerancja i otwartość czyni z nich ludzi niezmiernie uprzejmych i miłych w obcowaniu. Ich specyficzny ironiczny humor da się w końcu polubić (Gareth tu mowa o Tobie:):) i nawet można nieźle odbić piłeczkę(tu mowa o mnie)! Irlandzki akcent na początku śmieszy bo w tej wersji angielski może być na początku lekko niezrozumiały. Na szczęście idzie się do tego przyzwyczaić i stopniowo wszystko rozumieć. W dodatku człowiek sam zaczyna tak mówić:)

Życie w Irlandii jest generalnie prostsze. To jest fakt bezsporny. Średnie zarobki w Irlandii pozwalają na opłacenie czynszu, wyżywienie i całkiem dobre życie. Mało kto zatem ma problem z przysłowiowym wiązaniem końca z końcem. Pensja wykształconego i doświadczonego pracownika pozwala na skupieniu się na przyjemnościach, planowaniu wakacji i zapomnieniu o troskach.
Podatki i rozliczenia podatkowe to kolejna kwestia warta poruszenia. Rozliczenie roczne polega na otrzymaniu listu od Revenue (Urzędu Skarbowego) i przeczytaniu ile to zarobiliśmy, a ile oddaliśmy na podatek. To wszystko. Zawsze mnie zastanawiało po co ja mam wypełniać te wielostronnicowe zeznanie w Polsce skoro mój pracodawca przekazuje moje zarobki do US, i ta instytucja wszystko powinna wiedzieć(!). Co więcej: dzwoniłem kilka razy do Revenue oraz byłem nawet w ich progach. Zawsze miałem to samo wrażenie: byłem tam klientem i też mnie tam tak nazywano i traktowano. Moja satysfakcja i informacja była tym czym zajmowali się tam wszyscy pracownicy. Nie musiałem czekać aż pani Zosia z pokoju 213 skończy kawę i z dąsem mnie obsłuży.

Piękna natura i Irlandia to jedno i to samo. Zielona wyspa to mało powiedziane. Jest bardziej zielona niż zielona. To pewnie od deszczu. Napotykane widoki były zapierające dech w piersiach. Klify, rozszalały ocean i plaże to chyba obrazek na widokówkę. Uwierzcie jest tam co zwiedzać i nawet po 3 latach jest wciąż co odkrywać.
Powietrze w mieście jest zawsze rześkie i ruchome. Zawsze można było odetchnąć pełną piersią! Pogoda jest bardzo zmienna i nie wiadomo kiedy zacznie padać(a w przeciągu 15 z całkiem słonecznego dnia może pozostać tylko wspomnienie). Od rana zazwyczaj było pogodnie a po południu już nie za bardzo. Niestety lato'07 i lato'08 były strasznie deszczowe. Dopiero 2009 okazało się całkiem znośne. Lato słoneczne w tym kraju to lato idealne: 25-29 st.C - perfect dla mnie.

Służbę zdrowia bardzo pozytywnie oceniam. Miałem tu operację chirurgiczną na moim złamanym palcu i wszystko odbyło się w jeden dzień. Rehabilitacja trwała dłużej ale byłem pod pełną opieką rehabilitanta, oraz Occupational Therapist (terapisty zawodowego, to ktoś kto pomaga wrócić do dawnej formy). Na koniec znów spotkałem się z lekarzem i to tyle. Nie zapłaciłem za to wszystko ani centa (ubezpieczyciel rozliczył się za moimi plecami ze szpitalem, brawo!). Wszystko szybko, bardzo profesjonalnie, w bardzo nowoczesnych warunkach. Wiem, że Irlandczycy narzekają na służbę zdrowia ale ja absolutnie nie miałem powodów!
Druga rzecz, która bardzo mi się podoba to dawkowanie leków w aptekach. Lekarz przepisuje 3 tabletki przez 3 dni i dostajemy 9 tabletek zapakowanych z naszym nazwiskiem. Przedawkowywanie, leczenie się na własną rękę groźnymi lekami oraz marnowanie leków (i pieniędzy podatników) chyba zupełnie jest wyeliminowane w tym kraju. Bomba.

Irlandczycy to bardzo przedsiębiorczy ludzie. Potrafią robić biznes, znają marketing. Sprzedaże wiązane typu 3 za cenę 2 to zupełny i częsty proceder. Właściwie występuje wszędzie. Pracując tam i poznając ich metody sprzedaży (w Internecie) dużo się nauczyłem. Mogę również powiedzieć, że potrafią wypromować z sukcesem przysłowiowe NIC:)

W Irlandii można spotkać wielu ciekawych Polaków (spotkałem wielu bardzo fajnych ludzi z Polski).
Może to dziwnie zabrzmi ale trzeba dodać, że Polacy są tam trochę inni. Z dala od Polski, rodziny, polskiej polityki, urzędów skarbowych i ZUSów po prostu Polacy więcej się cieszą a proza życia ich mile zaskakuje. Biało czerwoni są bardziej otwarci na siebie i bez problemów spotyka się Polaków przez Polaków, którzy są serdeczni i chętni do wspólnego wyjazdów albo chociażby pogawędki.

Odkryłem kilka przywar Irlandczyków ale przecież każdy naród je ma. Na pewno nie są tak znaczące by miały zmienić mój obraz Irlandii i jej obywateli. Mój pobyt tam zdecydowanie dał mi bardzo dużo. Dowiedziałem się czegoś o sobie, o innych, o życiu. Mój horyzont jest jakby szerszy a pokusa by zobaczyć jeszcze coś innego nabrzmiała niespodziewanie ponownie :).
W jednej chwili uświadomiłem sobie, że przecież mogłem nigdzie nie wyjechać i spędzić ostatnie 3 lata w Polsce i nawet bym nie wiedział, że życie gdzieś tam daleko, jest tak zupełnie inne - wiem, to tak błaho brzmi - ale właśnie ta odmienność pozwoliła mi spojrzeć na wszystko inaczej.

Cały ten tekst był pisany w niezwykłym pośpiechu i na pewno przyjdzie mi jeszcze coś do głowy. Wtedy dopiszę to poniżej.

pit


Komentarze/Comments
Pit !
Super relacja - gratuluję.
Jestem z Ciebie dumna.


2009-09-25 20:49
~Babcia


Skomentuj(Add comment)
Tytuł komentarza (Title)
Treść (Content)
Autor (Author)
Kod z obrazka(code from image)  

Pit i Kabonka kopyrajt© od prastarości po wszechczas. | Login me in